wtorek, 24 stycznia 2012
Co w Bystrzu słychać:)
czwartek, 22 lipca 2010
Złote Stopy 2009/2010
http://zlotestopy.pl/wyprawy/44-el-condor-rio-colca-2009
Złote Stopy to prestiżowe nagrody za największe osiągnięcia podróżnicze
roku, przyznawane przez internautów.
O tym jak jak przebiegała wyprawa można przeczytać na stronie:
http://www.condor2008.pl/
piątek, 18 czerwca 2010
Puchar Prezeski 2010
Tegoroczny Puchar Prezeski zaskoczył przede wszystkim ładną pogodą, brakiem komarów i meszek i nowym Bąblem na styku nurtów Białki i Jaworiny. Jak zwykle spotkaliśmy się w licznym gronie, aby pobiesiadować przy ognisku i spędzić miło czas.
Tegoroczny Puchar trafił w ręce Topika, który prześcignął o niecałą sekundę Liska.
Nie zabrakło też nowych Blachowiczów. W tym roku blachy trafiły w ręce Rudej i Froda.
Miło nam było spędzić razem ten słoneczny weekend. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku spotkamy się w tym samym, a może nawet jeszcze większym gronie;).
poniedziałek, 22 marca 2010
Topienie Marzanny na Sztole
W ostatnią niedzielę postanowiliśmy przepędzić zimę i zeksplorowaliśmy rzeczkę Sztołę niedaleko Olkusza. Zabawa była przednia, począwszy od utopienia trzech pro ekologicznych Marzan ze słomy i patyków, po fajną zwałkową rzekę koloru Absyntu.
Rzeka obfitowała w przeszkody, które były jak najbardziej do pokonania, co uskuteczniał Sosna.
Aż 10-osoba ekipa zmierzyła się z potężną rzeką Sztołą. Na zdjęciu prawie cała ekipa bez Beatki:
środa, 3 marca 2010
Zdobywamy Baranią Górę
W sobotę popołudniu wyruszyliśmy spod Klubu aby na wieczór dotrzeć do chatki.
Po przyjeździe na miejsce część ekipy postanowiła dotrzeć do chatki szlakiem, na przeciw mieli nam wyjść Prymus, Bizon i Aśka z Lesserem. Podczas marszu wyłonił się lider: Motocyklista, za którym podążała reszta. Po około dwóch godzinach marszu postanowiliśmy zadzwonić do chłopaków aby sprawdzić czy nie jesteśmy już blisko naszego celu. Koza chcąc sprawdzić czy Bizon z Prymusem nas nie słyszą zawyła głośno "Auuuuu". Wtem nagle ku naszemu zdziwieniu z lasu wyskoczył wielki psiak. Koza omal nie dostała zawału i tylko dzięki naszemu Rycerzowi zachowaliśmy spokój. Od tej pory prawie aż do końca naszej wędrówki prowadził nas już nie Moto, a nowy przyjaciel.
Po dotarciu do chatki zakwaterowaliśmy się i zjedliśmy posiłek, a wieczór spędziliśmy miło na rozmowach w Salonie i zajęciach plastycznych wpisując się do księgi pamiątkowej
Następnego dnia postanowiliśmy zdobyć najbliżej położony szczyt czyli Baranią Górę.
Pogoda była piękna, w tle można było zobaczyć Tatry, oraz ośnieżoną Babią Górę.
Mimo dość wietrznej pogody udało nam się zrealizować nasze cele i oprócz Baraniej Góry zdobyliśmy kilka innych pobliskich wzniesień.

Tego dnia nie obyło się również bez przygód. Na szczycie Baraniej Góry okazało się, że nasz szlak jest przysypany śniegiem. Prymus musiał wyciągnąć kompas żeby zorientować się gdzie można iść na azymut aby dotrzeć do szlaku. Droga nie była łatwa, zapadaliśmy się w śniegu, a niektórzy nawet po pas.

W pewnym momencie zgubił się Prymus, na co Bizon bez chwili namysłu wyruszył odszukać swojego przyjaciela. Kiedy zaś znalazł się Prymus pojawił się kolejny problem "Gdzie jest Bizon?". Na szczęście nagle naszym oczom ukazał się pędzący Bibi.

Tak minął nam bardzo sympatyczny weekend, więc czekamy na nowe pomysły Kozicy:).
środa, 3 lutego 2010
Nie ma to jak w BYSTRZU!!

Wypożyczalnia Kuby
Jak już wszyscy dysponowali bardziej lub mniej dopasowanym sprzętem ruszyliśmy do Parku Jordana. Ha!...a tu się dopiero działo. Jak na kajakarzy przystało spływowy hymn trza było odśpiewać:)Przypięcie nart ,założenie kijów i gotowi!

Kadra sprawdza sprzęt po czym następuje odśpiewanie Hymnu
Mała pętla na rozgrzewkę po czym przechodzimy do techniki. Przedstawiliśmy z Jakubem podstawowe kroki w stylu klasycznym i łyżwowym. Grupa przyszłych biegaczy wchłaniała i odtwarzała .Przy tym wszyscy dobrze się bawili. Dużą atrakcją były zjazdy...wowo...

Emocjonujące zjazdy z górki
Na koniec pobiegliśmy na Błonia gdzie zrobiliśmy ładną rundkę. Aktywna niedziele uwieńczona małymi posiadami w klubie.
Podsumowując będą biegacze z tych Bystrzaków:)

Dzielni biegacze wszyscy razem
Tekst: Anna Trybuła
Zdjęcia: Topik i Kuba Trybuła
środa, 13 stycznia 2010
Harmonogram spływów i imprez 2010
27 – 28.III Kryspinów - Kurs Kajakarstwa Górskiego
27 – 28.III Loop - Halowe zawody we freestyle'u kajakowym
5.IV Na Leja - spływ kajakowy i pontonowy na Dunajcu
10 – 11.IV Rabajec - Kurs Kajakarstwa Górskiego
10 – 17.IV Czechy Szkoleniowe - szkolenie dla zaawansowanych
17 – 18.IV AMP Kamienna - Mistrzostwa w kajakarstwie górskim
24-25.IV Wiosna Radosna - Przełom Dunajca lub rzeka nizinna
15 – 16.V. Przełom Dunajca - Kurs Kajakarstwa Górskiego
29 – 30.V. Białka - Kurs Kajakarstwa Górskiego
12 – 13.VI Puchar Prezesa - rzeka Białka k. Jurgowa
VI / VII Białka Szkoleniowa - szkolenie dla średniozaawansowanych
lipiec - sierpień Akcja Lato - spływy rekreacyjne
sobota, 12 grudnia 2009
Walne Zebranie Klubowiczów
wtorek, 8 grudnia 2009
Urodziny Morzkulca
Od piątku rano zaopiekowała się nami Ciocia Jen. Dzięki jej gościnności posileni pyszną jajecznicą wyruszyliśmy zwiedzać miasto. Priorytetem było oprowadzenie Kornela po najbardziej rozpoznawalnych miejscach Gdańska. Synek (nowa ksywa Kornela) mimo, że zdążył nam już podrosnąć, Gdańsk widział po raz pierwszy w życiu. Następnym obowiązkowym punktem programu była wycieczka nad morze (nas to „morze” usatysfakcjonowało, choć Morzkulce zawsze nam wypominają, że u nich to jest zatoka a nie żadne morze).
Pod wieczór już trochę zmęczeni podróżą dojechaliśmy do wsi Wygonin, gdzie impreza powoli się rozkręcała. W sobotę przepłynęliśmy wspomnianą rzeką Wierzycą. W związku z tym, że spływ odbywał się w przed dzień Mikołajek każdy z uczestników płynął z czapeczką Mikołaja na głowie. Tłum Mikołajów w kajakach wzbudził pozytywne zainteresowanie mieszkańców okolicznych wsi.
Sobotnią imprezę wzbogacił pyszny pieczony dzik, a na deser kartoflanka z Rekina. Rekin niestety nie dał się ugotować, ale za to został odznaczony blachą za działalność na rzecz Klubu.
Tak minął nam intensywny weekend, za co dziękujemy Kolegom i Koleżankom z Morzkulca, licząc jednocześnie, że zrewanżują się podobną frekwencją na Pucharze Prezesa.
autor: Magdalena
piątek, 13 listopada 2009
Ch..chechło
Jednak najmocniej zaskoczyło mnie to, że ludzie traktują rzeki jak wysypiska śmieci. Brzegi pełne były najróżniejszych różności. Widzieliśmy kilka lodówek, telewizor, rower, monitor komputerowy, akordeon, Sosna znalazł wysłużony kask z gardą i kilka piłek. W rzece oprócz tysięcy butelek, które tworzyły butelkowe zatory, pływała również nieco napuchnięta świnka morska.
piątek, 24 lipca 2009
Monte Bianco

Mont Blanc wznosi się nad urokliwym górskim miasteczkiem Chamonix –mekka alpinizmu i wszelkich sportów górskich świata. Można tu spotkać apinistów i wszelkiej maści wspinaczy, narciarzy, paralotniarzy, a także ludzi uprawiających rafting i kanioning. I to ono będzie ich baza.
Wyjazd jest zaplanowany na 31 lipca z Krakowa do miasteczka Pont w najpiękniejszej z wielkich alpejskich dolin-Doliny Aosty. Ciągnie się ona wzdłuż głównego łańcucha górskiego, od jego największego masywu-Monte Rosa-obok takich olbrzymów jak: Matterhorn, Grand Combin, Parku Narodowego Gran Paradiso po białego monarche zamykającego dolinę od zachodu-Mont Blanc.

3 pierwsze dni przeznaczone będą na ćwiczenia w poruszaniu się po śniegu i lodzie, w asekurowaniu się lina podczas upadku i ujechania, chodzeniu w rakach, używaniu czekana, uprzęży i innego sprzętu w trakcie aklimatyzacji (zdobywaniu wysokości) przy wejściu na szczyt Grand Paradiso 4061 m n.p.m. Do pokonania jest 2100 m. przewyższenia z 2 noclegami w namiotach na 3400 m.n.p.m. Postarają się stanąć na szczycie w komplecie. Będzie to dla nich, bez wątpienia, ogromną satysfakcją (w końcu to czterotysięcznik) oraz psychicznym wzmocnieniem przed szturmem na Mont Blanc (w myśl zasady: "na duże góry wchodzi się głową").
II etap obejmuje działalność w masywie Mont Blanc (4808 m n.p.m.) - cztery dni. Pozostałe dni stanowią ich zapas na wypadek złej pogody, którą trzeba będzie przeczekać. Takie rozwiązanie poważnie zwiększa szanse powodzenia akcji i pozwala uzależnić zdobycie szczytu od ich dyspozycji psychofizycznej, nie zaś od warunków atmosferycznych. Maja w planach wybrać wariant klasyczny: tramwajem do Nid d’Aigle (2363m), stad rusza pieszo przez schronisko Tete Rousse (3150m), dalej kuluarem do schroniska Gouter (3817m). Następnie do Dome du Gouter (4304m) i do schronu Vallot (4363m). Stad grania Bosses wyrusza o 2 rano na szczyt....
Czy na pewno grupa wejdzie na szczyt, tego nikt im nie może zagwarantować, wszystko zależy od nich i pogody, niestety zmiennej w górach. Jeżeli dołożą wszelkich starań, aby przygotować się kondycyjnie przed wyprawa i zaklimatyzują się do alpejskich wysokości, maja wielkie szanse, aby osiągnąć cel i stanąć na szczycie.
Czy znasz to uczucie, gdy stoisz w miejscu, z którego nie da się już podejść wyżej?
Może Im się uda......
Partnerem wyprawy jest sklep wspinaczkowy i alpinistyczny, a także turystyczny i sportowy: ALPINTECH, któremu serdecznie dziękują uczestnicy wyprawy za pomoc w udostępnieniu niezbędnego sprzętu.
Karina N.
wtorek, 23 czerwca 2009
Trzy dni w Tessinie
Z Krakowa wyjechaliśmy w trójkę (Topik, Arbuz i Kozi), lecz tuż przed wyjazdem dostaliśmy informację z Niemiec, że dołączy się do nas Scheuer (po tym wyjeździe znany także jako over-Dick :).
Przed Tessinem pojechaliśmy na Medelsbach. Dwa odcinki, w sumie 5 km długości, 300 m deniwelacji (z czego obnosi się ok. 40-50 m w pionie). Na pierwszym odcinku trochę mało wody, ale za to na odcinku w kanionie - super. Po spłynięciu wpadliśmy na pomysł - Second Run - Double Fun, i przepłynęliśmy dwukilometrowy kanion w 15 minut :)))
Następnego dnia już dotarliśmy do Tessinu, zaczynając od Ribo. Wody było dość mało, więc płynęliśmy tylko odcinek w kanionie, zaczynając od najwyższego wodospadu na tej rzece. Pewnie *j napisałby "Polacy niżsi od najwyższych kobiet", ale 14 metrów robi niesamowite wrażenie. Zresztą zobaczcie sami:
Dalszy odcinek też bardzo fajny i ciekawy, ale już nie tak spektakularny.
Następnym punktem programu miała być Rovana. Po ciężkim odszukiwaniu zejścia na rzekę (ponad 30 minut), i zejściu na nią, okazało się że płynie nią naprawdę dużo wody (ok. 15 kubików, pływa się przy 5-10 kubikach), a spadek jest gigantyczny. Niewesoło zrobiło się po tańcach Topika w głębokim odwoju, który w końcu wypluł go kilka metrów poniżej (po wciśnięciu na dół i złapaniu przez wypływającą wodę). Gdy po ok. 500 metrach dopłynęliśmy do kanionu, z którego praktycznie nie było możliwości wyjścia po wpłynięciu (a zobaczenie co się dzieje choćby na jego początku było lekko mówiąc problematyczne), podjęliśmy decyzję o zakończeniu płynięcia. Szkoda tylko, że droga powrotna do samochodu zajęła nam 1.5 godziny... Ostatecznie okazało się, że Scheuer płynął tą rzekę jakieś 5-6 lat temu i skończył dokładnie w tym samym miejscu :)))
Na zakończenie wyjazdu została nam Verzasca. Woda była bardzo dobra na dol ny odcinek (i część środkowego), przygód wiele, pogoda idealna. Zobaczcie sami:
Mimo że do Tessinu jest stosunkowo daleko (ponad 1300 km, drogą przez Niemcy), to warto! Naprawdę można polatać!
Więcej zdjęć dostępnych w galerii Topika.
niedziela, 21 czerwca 2009
poniedziałek, 15 czerwca 2009
Puchar Prezesa 2009
poniedziałek, 1 czerwca 2009
Białka Kursowa 2009
Co się tyczy obozowania, to w obliczu niekompletnego wachciaka Topik z Liskiem zaprojektowali wiatkę, dzięki której w niedzielę mogliśmy zjeść suche śniadanie. Na wyjeździe towarzyszył nam dzielnie pies Sarenki, któremu (dobrym bystrzackim zwyczajem) nadaliśmy ksywkę Decybel.
Na sam koniec kursanci wrzucili Szkoleniowca i kierownika, którym jednak udało się w rewanżu wrzucić 3 oprawców (czyli wygraliśmy z nimi 3:2 :D ). Cóż, wszystko co dobre kiedyś się kończy... do zobaczenia na Imprezie Dezintegracyjnej!
piątek, 29 maja 2009
Dunajec Kursowy 2009 turnus II
środa, 27 maja 2009
Talbachtage
Fot. Lisek na dropie - Schwarzbach
Fot.: Łuki na esce - Schwarzbach
Fot.: Ekipa przy wyjściu z Schwarzbach

