sobota, 10 stycznia 2009

Herbatnik od LL

Liquid Logic wyprodukował nowy kajak do freestyle'u. Biscuit prezentuje się całkiem nieźle.

AKTUALIZACJA 17.01.2009
Biscuit w akcji na New River Dries


Coyo Morita tetuje Biscuita

środa, 7 stycznia 2009

Harcerstwo w kajakarstwie

Oglądanie bystrza może wyglądać różnie. Czasem cała grupa wysiądzie opróżnić pęcherze i obejrzeć nadchodzące miejsce, a czasem w doświadczonej grupie wystarczy, że prowadzący zerknie przed siebie za najbliższy spadek i da znak "płyniemy". Często stosowanym sposobem jest wysłanie jednej osoby na zwiad, żeby oceniła którędy najlepiej płynąć, a potem przekazała to reszcie grupy lub podjęła decyzję, że najlepiej aby wszyscy wysiedli oglądnąć miejsce, lub je zabezpieczyć. W całej zabawie chodzi o to, żeby zdobyć wiedzę niezbędną do dalszego bezpiecznego płynięcia.

Wiele zależy od umiejętności grupy, jej doświadczenia, a najwięcej od osoby prowadzącej. W podejmowanie decyzji warto jednak zaangażować więcej osób. O ile początkujący kajakarz może błędnie planować drogę, będąc zaaferowanym np efektownymi falami lub przeszkodami, a nie dostrzega mniej oczywistych zagrożeń na wydawałoby się optymalnej drodze płynięcia, o tyle dobrze jest mu dać okazję skonfrontować swoje przemyślenia z analizą osoby bardziej doświadczonej, która bierze pod uwagę nie tylko jak poradzić sobie w danym miejscu w kajaku, ale też wpław po kabinie. Tylko tak się nauczy poprawnie czytać wodę i dlatego nie należy pływać ślepo według cudzych wytycznych, a czynnie uczestniczyć w grupowych dyskusjach.

Najważniejsze elementy przy oglądaniu miejsca, bez względu na to czy ogląda jedna osoba, czy wszyscy:

- Komunikacja: trzeba ustalić wspólny język - znaki na wodzie, które będą jasne i zrozumiałe dla całej grupy. Zawsze musimy mieć kontakt wzrokowy co najmniej z najbliższymi osobami w szyku (przed nami i za nami). Przed płynięciem upewniamy się, że każdy wie co ma na następnym miejscu zrobić i że jest na pewno gotowy, a nie zagoniony (korki zakręcone, pęcherze wypróżnione).

- Wsparcie: pomagajmy sobie nawzajem. Zwracajmy innym uwagę na śliskie brzegi, niepewne podłoże, itp, a na wodzie miejmy na uwadze to, że za nami też ktoś płynie. Jeśli zobaczymy, że zapuściliśmy się w głupie miejsce, dajmy znać płynącym za nami jeśli to możliwe. Tak samo jeśli widzimy, że towarzysz zmierza w nieodpowiednim kierunku, zwróćmy mu uwagę żeby miał szansę zmienić drogę płynięcia. Może on nie widzieć tego co my. Znajmy nawzajem swoje możliwości i stan psychofizyczny danego dnia każdej osoby, żeby odpowiednio sobie nawzajem pomagać.

- Bezpieczeństwo: Czy są cofki przed newralgicznymi miejscami? Czy jest gdzie ustawić asekurację z brzegu? Co w wypadku kabiny? Jakie są główne trudności techniczne i niebezpieczeństwa i jak poradzi sobie z nimi nasza grupa? Zanim popłyniemy, musimy znać odpowiedzi na wszystkie te pytania. Jeśli zakładamy asekurację, wyznaczajmy zadania każdej osobie w grupie, żeby potem nie było nieporozumień (6 osób płynących za 1 kajakiem, a pływak pozostawiony sam sobie).

- Dokładność: Rozważajmy wspólnie wszystkie zagrożenia, małe i duże. Jeśli trudności występują sekwencjami, to margines błędu się kurczy. Nie skupiajmy się tylko na konkretnych zjawiskach, ale na ogólnym kontekście - czy za miejscem jest wypłaszczenie, czy woda jest zimna czy znośna, czy głęboka, itd.

- Sprawność: Trzeba być dokładnym, ale nie wolno przeciągać analiz w nieskończoność. Po pierwsze nadmiar myślenia może sparaliżować grupę, ludzie zaczną się dopatrywać szczególnych niebezpieczeństw i demonizować miejsce. Po drugie zagłębianie się w szczegóły może nam utrudnić znalezienie drogi która na pierwszy rzut oka jest widoczna.

Trzeba też uważać na nerwy w ekipie. Dużo oglądania, zwłaszcza rzeczy na granicy umiejętności kajakarza, może zwiększyć i tak duży poziom stresu. Może to skutkować tym, że ludzie będą rezygnować z miejsc, które właściwie potrafiliby spłynąć bez problemu. Nie jest to nic strasznego, bo nie wprowadza żadnego niebezpieczeństwa (chyba że na brzegu grasuje drapieżne zwierzę). Czasami jednak może dojść do sytuacji odwrotnej - osoba w stresie podejmuje pochopną decyzję żeby coś płynąć...

Pozytywne nastawienie i zaufanie do własnej intuicji to podstawa. Jeśli widzimy drogę płynięcia i widzimy siebie płynących tą drogą, nie zostaje nic innego jak wsiąść do kajaka i płynąć. Jeśli jednak widzimy tylko siebie wpław w odwoju lub wpadających na głaz, a od drgawek rąk nie możemy założyć fartucha... lepiej sobie odpuścić.

Źródłó: Artykuł Jason'a Bates'a http://go.kayaking.com/tips/topics/how-to-scout-a-rapid
Wolne tłumaczenie: Capu

A poniżej film, który pokazuje jak NIE należy oglądać miejsc na rzece:


Not A Danger to Canada from Huckin Huge on Vimeo.

poniedziałek, 5 stycznia 2009

Sylwester

Jak co roku klubowicze świętowali nadejście Nowego Roku.

Część z nich udała się na Podhale. Sylwestrowy tydzień rozpoczęliśmy w poniedziałek od sprawdzenia jakie warunki panują na stoku w Jurgowie.

Od wtorku cieszyliśmy się z widoku Kasprowego Wierchu, Czarnego Stawu Gąsienicowego oraz warunków żywieniowych w Zakopanem (śniadania robione przez Łukasza Z.). Upajaliśmy się radością narciarza na pustym stoku, wyjściami na skiturach pod kierownictwem eNti, oraz jazdą w puchu poza trasą, gdzie szkółkę freeride'ową prowadził Prymus, Kaszana i Słodki. Temperatura nie zachęcała do wychodzenia z domu, ale warunki pogodowe i zabawa na śniegu rekompensowały mróz poniżej -10 stopni Celsjusza.

Ciesząc sie zimą i grzanym piwem z sokiem dotrwaliśmy w sylwestrowych nastrojach do niedzieli. Po której trzeba było wrócić do rzeczywistości... i weź się jeszcze rozpłacz.

autor:siedem50

Kolejna grupa klubowiczów żegnała stary rok w domku w Beskidzie Sądeckim.
Na sylwestrowy wieczór przebraliśmy się w stroje przedstawiające nasze ulubione drinki, rozmawialiśmy przy kominku, tańczyliśmy i biliśmy rekord w power-ball'a (w Kulolotku zwyciężył Cinek wykręcając 9500 obrotów / min).

O północy, na polanie odpaliliśmy sztuczne ognie i race ratunkowe (niestety ratunek nie przybył). Następnego dnia spragnieni ekstremalnych wrażeń (jak to kajakarze górscy) wyruszyliśmy na wyślizgany poprzedniego dnia tor "miednicowy" i zjeżdżając na czeskich ustrojstwach odmrażaliśmy sobie twarze. Co poniektórzy uprawiali miednicowy fristil, w którym przodował Topik - mistrz ruchu rotacyjnego w każdej płaszczyźnie.

autor: Capu

Mniej liczna, bo tylko dwuosobowa grupa bystrzaków, odwiedziła sylwestrową imprezę starszych stażem klubowiczów w Bieszczadach. Przy zimowym ognisku mieliśmy okazję poznać ludzi, którzy tworzyli nasz Klub. M. in. spotkaliśmy Tadeusza Zenowicza (szkoleniowca w roku 1979), Waldemara Mikulskiego (prezesa w latach 1981-1983), Janusza Koniuszewskiego (szkoleniowca w 1986 r.) i wiele innych ciekawych osób związanych z historią Bystrza.

autor: Mielec