wtorek, 5 października 2010

Trzy dni w Ötztal podczas Adidas Sickline

Na zakończenie górskiego sezonu w Alpach można popływać w dolinie Ötztal, gdzie dzięki niskim stanom wody można zejść na trudniejsze odcinki.

Podczas pierwszego weekendu października odbywają się zawody Adidas Sickline na dolnym odcinku Wellerbrucke (relację można znaleźć na stronie http://www.adidas-sickline.com/).

Niestety stan wody (185 cm na peglu w Tumpen) być dość wysoki na całość odcinka Wellerbrucke (w niedzielę na zejściu spotkaliśmy tylko jedną grupę, a dwa lata temu przy peglu 165 cm trudno było znaleźć miejsce do zaparkowania), więc zostawiliśmy go na następny raz :-)

W tym roku był natomiast oblegany odcinek Heiligkreutzklamm na Venter Ache, na którym woda była niemal idealnie średnia :)

Oczywiście pływania dopełniało codzienne pływanie Środkowego Ötztalera. Niestety czasu było mało, więc zdjęć prawie nie ma...


Ludwik na katarakcie przed Zwischenbruckestrecke



Początek Zwischenbruckestrecke



Lisek na nowym dropie na Środku

Po sierpniowej powodzi Środkowy Ötztaler nieco się zmienił - pojawił się nowy drop (ok 3-3.5 m), pływalny raczej lewą stroną (jest ryzyko, że po prawej stronie są w nurcie stalowe liny lub żelazne pręty - widać ich pozostałości na brzegach).

Na Heiligkreutz pojawiło się niespływalne miejsce - ok. 100 m za wysokim mostem drogowym pojawił się wąski zacisk - do obniesienia lewą stroną (warto z mostu obejrzeć cofki).

Skład wyjazdu: Słodki, Topik, Sosna, Ludwik, Gollum, Lisek oraz Fastfood i Rafał z Hydroplanet.

Spłynięte odcinki: Otztaler Ache: Middle, Otztaler Ache: Kofelser Strecke (LW), Venter Ache: Heiligkreutzklamm, Venter Ache: Lower (LW).

środa, 1 września 2010

Aosta i Verfechtertage 2010

Tegoroczne Verfechtertage dla odmiany miało odbyć się w szwajcarskim kantonie Wallis, więc postanowiliśmy zawitać najpierw na kilka dni do włoskiej Aosty, doliny Dora Baltea.

Niestety w tym czasie w regionie zamiast świecić słońce (i wytapiać wodę z lodowca na Mont Blanc), padało deszczem, "który nie daje wody a potrafi uprzykrzyć życie", więc sama Dora Baltea nie przywitała nas zbyt wysokimi stanami. W zamian za to udało się spłynąć inne odcinki, na których rok temu mieliśmy nieco zbyt dużo wody - całość Grand Eyvii czy też górną Dorę Balteę (od Champex).


Grand Eyvia - górny kanion



Grand Eyvia - końcowy kanion


Brak wody na Dora Baltea spowodował wyjazd na Ayasse. Jednakże na standardowym odcinku Hone Falls było zbyt dużo wody, więc podjechaliśmy na odcinek wyższy. Opis WW 4-5 jednakże był nieco niekompletny - powinien być WW 4 - 6 (X). Na odcinku 2 km spędziliśmy ok. 3 godziny, z czego płynięcia było może 20 minut ;)


Górne Ayasse



Górne Ayasse

Po kilku dniach przenieśliśmy się do Szwajcarii, nad dolny Rhone i Lonzę, by ostatecznie skończyć nad górnym Rhone, pływając wieczorami odcinek Grengiols-Morel, a do południa inne odcinki a wieczorami ucząc Niemców jak się robi "wściekłe psy" (wg nich drink się nazywa "polska rakieta").


Rhone: Leus - Chippis. Zambezi section



Lekcja robienia "polskiej rakiety"



Lonza: Blatten - Wiler



Skład ekipy pływającej: Topik, Kornel, Bestia, Łuki (Wąski), Arbuz, Misiek (Pb), Frodo, Słodziak (Fourfeeter).
Ekipa lądowo-kamperowa: Kasia i Matylda.


Ekipa pływająca na przełęczy Grimsel


Spłynięte odcinki: Dora Baltea: Inferno Canyon + Gorge, Grand Eyvia, Dora Baltea: Champex - Montbardon + La Salle - wodospad Lelentey, Ayasse: Upper, Dora di Verney: Middle, Rhone: Leuk - Chippis, Lonza: Eisten - Felden, Rhone: Grengiols - Morel (kilka razy wieczorne pływanie), Rhone: Retzingen - Muhlbach + Lower Gorge, Weisse Lutschine.


Lekcje boofowania udzielane przez Fourfeetera



Weisse Lutschine


Więcej zdjęć z wyjazdu w galerii Topika

środa, 25 sierpnia 2010

Jubileusz 35 lecia SKK Morzkulc

W dniach 19-22 sierpnia Bystrze gościło na 35 Jubileuszu naszego zaprzyjaźnionego Klubu Morzkulc z Gdańska. Impreza trwała od czwartku do niedzieli. Morzkulc zapewnił nam świetną rozrywkę. Pierwszego dnia pływaliśmy odcinek rzeki Chociny (Koleżanka Skoczkowa naliczyła prawie 200 meandrów na rzece), drugiego dnia około 20 km rzeką Zubrzycą (pół na pół jeziora i rzeka, a w przerwie biwak i grochówka), trzeci dzień już dla wytrwałych po sobotniej imprezie: rzeka Brda. Nie zabrakło pieczonego dzika i świnki. W sobotę odbył się również pokaz zdjęć i filmów z zamierzchłych czasów. Nasze oko cieszyła młoda czupryna Maciasa (design ten sam- przecież polary nie mają daty ważności ;) ) oraz wyjątkowo ciekawie brzmiąca barwa głosu Dareckiego (Film z Kamiennej'96). Gitara grała, ognisko paliło się aż do świtu a nawet dłużej, a Swornegacie dawno już nie widziały tylu osób w jednym miejscu. Do zobaczenia w zimie na Urodzinach!!


Tratwa na trasie na sobotniej Zubrzycy


Olek Doba: zdobył już Bajkał, teraz zdobywał Zubrzycę